Od kilku miesięcy wracają te same nagłówki. Zagraniczne fundusze wykupują polskie mieszkania, a prywatny inwestor ma się czego bać. Postanowiłem sprawdzić, ile w tym strachu jest prawdy, a ile samego nagłówka.
Ten raport różni się od tego, co przeczytają Państwo u dużych agencji doradczych. Tamte materiały pisane są z perspektywy funduszu, który szuka okazji. Ten napisałem z perspektywy inwestora, który kupuje jedno czy dwa mieszkania i chce wiedzieć, co realnie oznacza dla niego wejście wielkiego kapitału.
Co znajdą Państwo w środku:
Wniosek mieści się w jednym zdaniu: zejść z linii strzału. Nie walczyć z funduszem na jego boisku, tylko grać w niszy, której jego model nie obsługuje.
Każda liczba ma źródło. Dane CBRE, Savills, JLL i moje własne obliczenia penetracji mogą Państwo sprawdzić samodzielnie.
Bezpłatny produkt
Wielki kapitał wykupuje polskie mieszkania, tak brzmią nagłówki. Sprawdziłem, ile w tym strachu jest prawdy. Raport z perspektywy inwestora indywidualnego: realna skala zjawiska, gęstość funduszy miasto po mieście i jeden punkt, w którym faktycznie się z nimi ścierasz.
Jestem praktykiem najmu z wieloletnim doświadczeniem na rynku nieruchomości. W moim portfelu inwestycyjnym znajdziesz 1518 pokoje w 307 mieszkaniach, które w ciągu ostatnich 8 lat wygenerowały 72 mln zł przychodu z czynszów.
Obecnie moja firma zarządza nieruchomościami o łącznej wartości 350 mln zł. Obsłużyliśmy ponad 10 000 najemców. Znam zmienny rynek nieruchomości jak własną kieszeń — nawet w trudnym czasie pandemii przejąłem 250 pokojów od konkurencji, a ostatni sezon zakończyłem z obłożeniem na poziomie 103% (i nie jest to błąd).